Ogród, który uczy dzieci sprawczości i współpracy z naturą
Zainstalować warzywnik i obsiać go roślinami jest łatwo. Prawdziwe pytanie brzmi: czy społeczność szkolna utrzyma w nim życie przez kolejne lata? W Szkoły Podstawowej nr 204 przy ul. Bajkowej w Warszawie powstała we wrześniu tego roku w tym roku przestrzeń, która jest czymś więcej niż grządkami warzywnymi. Przyszkolny ogród jest żywym przykładem tego, co w Stowarzyszeniu Permisja stawiamy na pierwszym miejscu: praktyczną edukację, żywą glebę i odporność społeczną, budowaną wokół wspólnego działania. Ogród powstał jako nagroda przyznana w konkursie grywalizacji zrealizowanym w ramach projektu „Republika SPOKO” a droga do ogrodu wiodła przez ulewę w dniu warsztatów, zgubioną w transporcie przesyłkę i pożyczony od sąsiadki wertykulator.

(Zdjęcie: Barb Ciosek – widok gotowego ogródka)
Pięć skrzyń, pięć klas, wspólna odpowiedzialność
Serce instalacji to pięć skrzyń uprawowych po jednej dla każdej klasy pierwszej. Każda obsadzona jest tym samym schematem – czosnkiem, rukolą, jarmużem, ziołami (mięta, melisa, szałwia), warzywami korzeniowymi i liściowymi tak, by każda z klas mogła porównać swoje doświadczenia. Inauguracją projektu były warsztaty, podczas których pierwszoklasiści własnoręcznie posadzili czosnek ozimy. Wiosną niemal wszystkie posadzone rośliny wypuszczą pędy. Dla sześcio- i siedmiolatków to pierwszy namacalny dowód, że to, co zasiali własnymi rękami, naprawdę rośnie. W kolejnych sezonach w centrum każdej skrzyni pozostanie kępa wieloletnich ziół, reszta zaś grządki będzie obsiewana zgodnie z zapałem, zainteresowaniem, możliwościami każdej klasy. Projekt rozłożony jest przynajmniej na trzy lata nauczania wczesnoszkolnego co umożliwia stabilne zaangażowanie każdej z pięciu grup. W szkole działa też prężne koło ekologiczne wraz z nauczycielką przyrody, które zapewni wsparcie merytoryczne wychowawczyniom. Bo widzisz, zainstalować warzywnik i obsiać go roślinami jest łatwo. Pytanie, czy społeczność szkolna będzie w stanie podtrzymać w nim życie.

(Zdjęcie: Edyta Konopka – obsadzona i zaściółkowana skrzynia)
Permakultura zamiast rewolucji
Zamiast niszczyć istniejącą zieleń, projekt poszedł drogą permakulturową: większość rosnących tam krzewów – berberysy, forsycje, pigwowiec, młodą jabłoń, perukowiec pozostawiono i wspierając je roślinami zielnymi i bylinami, stworzono gildie, czyli grupy roślin, w których wzajemnie się one wspierają. Najbardziej zaniedbany fragment terenu, czyli gęsty, nieprzycinany pigwowiec dostał drugie życie. Wczesną wiosną cieszy oko kwiatami, jesienią zaś pachnącymi owocami. Jednak przez większość sezonu uczniowie widzą tylko luźny krzak. Stąd pomysł, by wiosną porósł on groszkiem cukrowym, a od czerwca fasolą pnącą, którą dzieci zbiorą po wakacjach na suche nasiona. Mogą je wykorzystać do klasycznego doświadczenia pierwszych lat szkoły czyli do hodowania fasolki w słoiku na parapecie. Dodaliśmy nasiona nagietków i pnących nasturcji żeby utrzymać ten sam koloryt, co wiosenne i jesienne akcenty krzewu. Oczywiście piękno to nie wszystko (obie rośliny mają znaczenie fitosanitarne i ziołowo-spożywcze) ale i ono się liczy. Jak mówił jeden z projektantów:
„Oby pani od przyrody pokochała nową odsłonę pigwowca, bo teraz to jest gąszcz, żeby nie rzec chaszcz.”

(Zdjęcie: Edyta Konopka – prace porządkowe i przycinanie krzewów)
Przestrzenie między nasadzeniami obsiano mikrokoniczyną, która wiąże azot, dobrze znosi wydeptywanie i z czasem wypiera chwasty bez potrzeby częstego koszenia. Całość otacza niski płotek z drewnianych palików i jutowego sznura, w duchu prostoty i korzystania z naturalnych materiałów.
Kulisy: jak to naprawdę wyglądało
Dobry ogród edukacyjny powstaje z wiedzy i doświadczenia projektantów, ale także z improwizacji, telefonów o świcie i odrobiny szczęścia. Kilka scen z procesu, którymi chcemy się z Wami podzielić, bo pokazują, że permakultura w praktyce to nie tylko piękne zdjęcia.
Projekt narysowany na kolanie.
Niektórzy lubią pracować na odręcznych rysunkach. W którymś momencie jednak trzeba taki szkic przenieść do programu graficznego zachowującego skalę i siatkę. Wybrano dawno nie używany program i po pół dnia cyzelowania wyszło, że źle ustalono warstwy i obiekty zlały się z tłem. Jak podsumował autor: „Czuję się jak 45-letnie dziecko, któremu pies pogryzł plakat na szóstkę, a czasu już za mało, żeby zrobić od nowa.” Ponarzekać można, ale naszym modus operandi jest moc grupy. Odezwanie się do koleżanki ze stowarzyszenia, która częściej używa tego programu, okazało się szybsze i skuteczniejsze niż brnięcie przez tutoriale czy pomoc cyfrowego astystenta.
Paliki, które zgubiły się w transporcie.
Elementy ogrodzenia musiały ściśle odpowiadać specyfikacji podmiotu zlecającego. Nie można więc było w awaryjnej sytuacji zamówić na szybko innych. Miały też być montowane jako pierwsze, żeby nie wiercić dołków w już obsadzonym terenie, co brzmi jak dobra decyzja projektowa. Tymczasem utknęły gdzieś po drodze. W świecie zdalnie zarządzanych magazynów takie rzeczy się zdarzają. Firma kurierska uważała, że paczka została u nadawcy. Nadawca zapewniał, że została odebrana kilka dni temu. Po wielu nerwowych telefonach udało się ją wreszcie namierzyć i przekierować na adres szkoły. I choć zaczęcie od ogrodzenia wydawało się najrozsądniejsze, przestawiliśmy harmonogram prac.

(Zdjęcie: Edyta Konopka – sadzonki czekają na sadzenie)
Zwroty akcji rodem z telenoweli, ale z happy endem: ostatecznie wszystko, co było umówione do działania w szkole, dotarło i to jest najważniejsze.

(Zdjęcie: Edyta Konopka- w trakcie prac porządkowych)
Ręczny świder – czy to błąd?
Ręczne wywiercenie dziesięciu dołków pod paliki zajęło całkiem sporo czasu. Wynajęcie wiertnicy spalinowej odrzuciliśmy jednak z kilku powodów: po pierwsze w permakulturze staramy się wybierać narzędzia adekwatne do koniecznej do wykonania pracy i zużycie paliw kopalnych zawsze poprzedzamy solidnym audytem: czy warto. Na parę dołków nie warto. Druga sprawa to przestrzeń. Nie chcieliśmy wchodzić z hałaśliwym i niebezpiecznym sprzętem pomiędzy dzieciaki. Krótki termin przeznaczony na wykonanie prac uniemożliwił nam zaś przerzucenie tego na dni wolne od szkoły.

(Zdjęcie: Barb Ciosek – osadzanie palików)
Zatem ręczny świder. Jasne. Jednak gdzie dwóch lub trzech praktyków pracuje razem, zawsze pojawia się opcja porównywania narzędzi. Właściciel dostał sugestię, że być może warto kiedyś spróbować droższego świdra bardziej renomowanej firmy. Podobno dużo lepiej sobie radzi. Tu też warto świadomie decydować: gdzie większy wydatek przełoży się na efektywniejszą pracę, a gdzie tylko na prestiż, który trudno uznać za permakulturową wartość… Sprawa maszyn i narzędzi, podobnie jak samego materiału roślinnego, znów wydobyła wspólnotowy charakter naszych działań. Wertykulator na przykład pożyczyliśmy od koleżanki, która nie mogła włączyć się w sam projekt, jednak mieszka najbliżej szkoły na Bajkowej.

(Zdjęcie: Edyta Konopka – Stawianie skrzyń)
Projekt zakładał obsianie skrzyń nasionami, które w większości skiełkują dopiero na wiosnę. Wrzesień to nie czas na sadzonki warzyw u szkółkarzy. Patrząc na zaścieloną słomą grządkę dzieci będą kontemplować jesień jako czas wyciszania wegetacji. To całkiem w porządku plan. Tymczasem dzięki uruchomieniu zbiorowej mocy, zgromadziliśmy spory wachlarz sadzonek. Jeden z nas miał na rozsadzie buraka, drugi grządkę młodego jarmużu, trzeci sałaty siane w sierpniu metodą “na schłodzone podłoże”. I nagle okazało się, że możemy każdą grządkę okrasić warzywami, które już teraz cieszą młodymi listkami i dają dzieciom przedsmak tego, jak wiosną zazieleni się reszta powierzchni w skrzyniach.

(Zdjęcie: Barb Ciosek – Siewki buraka)
To właśnie ta część projektu, nie licząc pięknych zdjęć gotowego ogrodu, najlepiej pokazuje, na czym polega budowanie odporności społecznej: nie na tym, że wszystko idzie gładko, ale na tym, że ludzie sobie nawzajem pomagają, kiedy nie idzie.
Ogród jako lekcja sprawczości
Scenariusz warsztatów zakładał pięć lekcji po 45 minut na klasę, tak, by każda grupa mogła zapoznać się z ogródkiem, pomarzyć o tym, co będą tu uprawiać, popróbować rozpoznać istniejące nasadzenia i zaznajomić się z zastosowanymi rozwiązaniami. Dla części pierwszoklasistów jest to pierwsze zetknięcie z ogródkiem uprawnym. Należy więc poważnie potraktować etap ustalania, którą stroną wsadzamy ząbek czosnku do ziemi. Możliwość własnoręcznego zagrzebania w ziemi cebulki i czekania aż wiosną pojawią się liście rozbudza w najmłodszych chęć zaangażowania w prace ogrodnicze. Ząbek czosnku jako obiekt jest zaś adekwatniejszy do nie w pełni jeszcze wykształconej motoryki małej niż takie na przykład nasionko sałaty do wysiania. Gdy już wszystkie dzieci zasadzą czosnek, przystąpimy do rozważania, dlaczego wcześniej już obsiane części grządek są wyściółkowane słomą zaś pod stopami dzieci mają grubą warstwę zrębki drzewnej. Skoro dzieci ustalą, że taka warstwa izoluje i zabezpiecza, zwłaszcza na zimę, przystąpimy do okrycia bezpieczną kołderką słomy posadzonych przed chwilą czosnków. Dobry plan, nieprawdaż? Jednak w dniu przewidzianym na warsztaty nie udało nam się uniknąć paru rzęsistych ulew. Zaplanowane warsztaty przeprowadziliśmy z trzema klasami. Z czwartą przeczekując ulewę pod daszkiem podziwialiśmy jak gwałtowność opadu powoduje burzliwe przelewanie się rynien spustowych. Z piątą spotkaliśmy się w sali i omówiliśmy ile się dało, jednak deszcz nie pozwolił nawet pomarzyć o wyjściu w teren.Pani od przyrody dostała przydział czosnków dla obu deszczowych klas i posadzi je z dziećmi w pierwszym możliwym terminie.

(Zdjęcie: Monika Zentala – dzieci wokół grządki)
Zapraszamy do współpracy
Ogród na Bajkowej to dowód, że model, który proponujemy szkołom, naprawdę działa. Nawet kiedy po drodze coś się gubi w transporcie albo trzeba ręcznie kopać dołki cały dzień. Projekt dopasowany do lokalnych warunków, etapowa realizacja, zaangażowanie całej społeczności szkolnej i długofalowe wsparcie w utrzymaniu, to nie puste slogany, tylko coś, co dzieje się naprawdę, ze wszystkimi wzlotami i upadkami. Jeśli Wasza szkoła, fundacja albo lokalna społeczność chce mieć swój własny przyszkolny ekosystem edukacyjny zapraszamy do współpracy z Permisją.

(Zdjęcie: Edyta Konopka – Ogród obsiany i wyściółkowany)

